KoszykKontoPomocKontakt
Zamów telefonicznie: (012) 632 77 57


ARTYKUŁY I RECENZJE

Artykuły
Mamusiu! Nie zostawiaj mnie w przedszkolu!

Barbara Bleja-Sosna
Oceniana książka:

Oleńka ukończyła trzy lata i jej mama ucieszyła się z możliwości uczęszczania dziecka do przedszkola. Rok temu zapisała córeczkę i nie była pewna, czy zostanie przyjęta. Udało się. Spokojniej mogę pracować, pomyślała. No i mama, babcia Oleńki, odpocznie od zajmowania się małą.
- Pierwsze bariery przekroczone, zaczynam wychodzić na prostą – powiedziała do siebie.

Po urodzeniu Oleńki w małżństwie Madzi pojawiły się problemy. Jerzy często wyjeżdżał służbowo, stawał się oschły i opryskliwy. Runęło poczucie bezpieczeństwa, którego właśnie teraz potrzebowały obie: żona i córeczka. Szczęściem dla Madzi okazała się mama, która właśnie poszła na emeryturę.
- Nie obawiaj się kochanie, dasz sobie radę – często powtarzała córce, widząc jej smutek, obawy, a nawet strach przed nowymi zadaniami. Robiła zakupy, pomagała kąpać małą i była ciągle uśmiechnięta, szczęśliwa.
- Pa, moje słoneczka! Jutro z rana przyjdę do was, przyniosę świeże pieczywo, a dziś jeszcze upiekę szarlotkę dla mojej wspaniałej córki – mówiła, zbierając się do domu.
- Jaka tam ze mnie wspaniała córka – powątpiewała Madzia – skoro moje małżeństwo się wali, a ja pełna obaw.
- Życie ciągle daje nam nowe zadania, warto się z nich cieszyć – mówiła do córki. Cokolwiek zrobisz, będzie dobrze. Rozumiem twoje wątpliwości Madziu, i za to bardzo cię kocham.

Madzia zastanawiała się, dlaczego mama nie poucza jej, nie wini za rozpad małżeństwa, nie mówi źle o Jerzym. Kiedyś wspomniała tylko, że do małżeństwa i ojcostwa trzeba dorosnąć, skorzystać z okazji, którą los nam daje.
- Może Jerzy bał się z niej skorzystać. Szkoda, bo kiedyś będzie cierpiał, gdy sobie uświadomi ile miłości przeszło mu obok – mówiła, patrząc w okno.

Rozwód nastąpił, kiedy Oleńka ukończyła dwa lata. Madzia przeniosła się z córeczką do małego dwupokojowego mieszkania bliżej osiedla, na którym mieszkała mama. Do pracy miała trochę dalej, ale nie był to problem. Podjęła ją już, kiedy Ola miała pół roku. Madzia lubi swoją pracę, jest z niej zadowolona, choć często trzeba zostawać do wieczora. Zdarzają się służbowe wyjazdy. Firma za to dobrze płaci. Są możliwości awansu.
Za to po pracy Madzia i Oleńka cały czas mają dla siebie. Na towarzyskie spotkania brakuje czasu, a może szkoda tracić chwile na rozstania z małą. Wspólne spacery, zabawy, wycieczki dostarczały i mamie, i córce moc radości. Ojciec zaledwie raz w miesiącu odwiedzał małą, i to na krótko. Ciągle się spieszył i wymawiał pracą. Chcąc wynagrodzić Oleńce nieobecność ojca, Madzia stawała się coraz bardziej opiekuńcza. Babcia Ewa poznawała Oleńkę z rówieśnikami w piaskownicy, na placu zabaw, podczas spacerów, jednak dziewczynka była najszczęśliwsza, kiedy mama wracała z pracy.

Przed pójściem do przedszkola babcia była z wnuczką na kilku spotkaniach z przyszłymi przedszkolakami. Tam zauważyła, że mała nie ma dobrego kontaktu z dziećmi.
- Obawiam się Madziu o Oleńkę – powiedziała po kolejnym przedszkolnym spotkaniu – jak ona wytrzyma rozłąkę z nami.
- Będzie trudno, ale przyzwyczai się – wyjątkowo optymistycznie zakończyła temat Madzia.

Nadszedł pierwszy dzień Oleńki w przedszkolu. Tyle się działo wokół, że mała nawet nie zorientowała się w ogólnym pośpiechu, że znikła mama i babcia. Po godzinie, kiedy dziecko dokładnie obejrzało pomieszczenie i ludzie, zaczął się płacz i tesknota. Poczucie bezpieczeństwa znikło, pojawiła się rozpacz. Nie pomogły zabawki, muzyka, ani pomoc wychowawczyni. Oleńka stała w drzwiach i szlochała, odpychała każdą pomoc.
- Ja chcę do mamy, do mamy – zanosiła się od płaczu.
Zmęczoną, opadłą z sił, wychowawczyni wzięła na ręce i przytuliła. Dziecko umęczone płaczem zasnęło, ale po godzinie snu znowu był płacz i wołanie mamy.
Po pierwszym dniu trzylatków w przedszkolu rodzice z tęsknym zaciekawieniem odbierali swoje pociechy. Madzia zobaczyła Oleńkę całą opuchniętą od płaczu.
- Mamusiu! Nie zostawiaj mnie w przedszkolu! – rozpaczliwie zawołała Oleńka. Teraz płakały obie.
- Co ja mam zrobić? – zapytała głośno Madzia bardziej siebie, niż nauczycielkę, która stała obok.
- Pani Magdo, porozmawiajmy – zwróciła się do mamy Oli opiekunka trzylatków – Proszę za mną.
- Może ja zabiorę córeczkę, może jest jeszcze za mała, może się nie nadaje do przedszkola – mówiła Madzia, idąc za wychowawczynią do gabinetu dyrektorki.
- Usiądźmy, proszę – zachęciła dyrektorka. – Ustalmy sposoby pomocy wzajemnej. Oleńka tak reaguje, bo traci poczucie bezpieczeństwa. Niektóre dzieci tak się zachowują, bo „tracą” bliskich. Nowe i nieznane przeraża je – wyjaśniała sympatycznie dyrektorka.
- Proszę mi powiedzieć, - zapytała Madzia – co ja i moja mama możemy zrobić dla Oleńki?

Dyrektorka i opiekunka zaproponowały Madzi i Oleńce rozmowę z psychologiem oraz udział mamy i babci na zmianę w pierwszych dniach poytu Oli w przedszkolu. Dziecko nosiło też z domu ulubionego misia.

W firmie uwzględniono sytuację Madzi. Rano zostawała z małą w przedszkolu na dwie godziny. Potem wraz z opiekunką pokazywały Oli na zegarze wskazówkę i wspólnie umawiały się, że kiedy przesunie się ona do określonej cyfry, to przyjdzie babcia. Powoli czas pobytu najbliższych dziecku osób był skracany. Mała zajęta obowiązkami coraz rzadziej przychodziła się przytulać, a potem zerkać na mamę lub babcię. Po dwóch tygodniach dziewczynka już się nie bała zostać bez najbliższych. Atrakcyjne zajęcia w grupie, wspólne zabawy, wycieczki, konkursy i nagrody przekonały Olę do nowych zmian. Pierwszy okrzyk rozpaczy dziecka w przedszkolu pozostał mglistym wspomnieniem.


Regulamin |  Dostawa |  Płatności Kontakt |  Ciekawe linki |  O nas |  Pomoc Koszyk  |  Zaloguj
scenariusze, elementarze, kinezjologia edukacyjna, ćwiczenia logopedyczne, rozwój dziecka, karmienie piersią, dla logopedów, książki o ciąży