KoszykKontoPomocKontakt
Zamów telefonicznie: (012) 632 77 57


ARTYKUŁY I RECENZJE

Artykuły
Bliskość Rodzica, czyli o rodzicielstwie bliskości

Małgorzata Musiał- Pedagog ze specjalnością edukacja rodzinna i wychowanie seksualne
Oceniana książka:

Zaczęło się już w ciąży. Jakoś tak wiedziałam, że chcę nosić w chuście. Nie miałam wtedy zielonego pojęcia, z czym to się je, ale podobało mi się.

Początki były trudne. Mała miesięczna Lena nie chciała w chuście siedzieć (dziś, gdy patrzę na to swoje pierwsze nieudolne wiązanie, rozumiem ją). Odpuściłam temat. Po paru miesiącach znajoma, od której pożyczyłam chustę, żeby spróbować i przekonać się, czy się sprawdzi, upomniała się o nią. To mi przypomniało, że gdzieś w szafie szmatka leży i czeka, zaczęłam więc desperackie ostatnie próby..i zaskoczyło! Chusta okazała się wybawieniem podczas pobytu w szpitalu, na spacerach etc. Musiałam ją pożegnać, ale wiedziałam już, ze MUSZĘ mieć swoją.
Wsiąkłam w temat, po nocach zgłębiałam wiedzę tajemną na chustowym forum, w dzień zamęczałam Lenkę tym, co wyczytałam. Nowe wiązania, nowe szmaty.

W trakcie tego szaleństwa, jakoś tak naturalnie okazało się, że chusta to nie tylko gadżet. Owszem, bardzo ułatwiała mi życie z dwójką maluchów, była więc kolejnym przydatnym sprzętem w domu, ale niosła ze sobą nową jakość rodzicielstwa. Odkryłam, że nosząc małą podczas codziennych zakupów, odprowadzania starszego do przedszkola czy innych zajęć, daję jej mimochodem wystarczającą porcję miłości, czułości i bliskości. Wystarczającą, by po powrocie do domu oddalała się ode mnie pochłonięta swoimi sprawami, zabawą, odkrywaniem mieszkania. Pierwszy rok życia pierworodnego upłynął mi na "uciekaniu" od jego nieustannego wiszenia na mnie, płaczu i zawodzenia. Ciągle wtedy zastanawiałam się, i pytałam wszystkich dokoła, kiedyż on wreszcie da mi trochę odetchnąć i zajmie sie sobą? Teraz tego problemu nie było, i to wbrew temu, co wciąż słyszałam od wszechwiedzących przechodniów ("niech pani nie przyzwyczaja dziecka, bo wejdzie pani na głowę"). Paradoksalnie, im bardziej nie miałam nic przeciwko temu, by weszła mi na głowę, tym mniej zapędów w tym kierunku przejawiała moja córka.
Przestałam się bać. Długiego karmienia na żądanie, spania wspólnie z dzieckiem, zasypiania przy piersi, intensywnego lęku separacyjnego. Po części wiedziałam już, że to tylko etapy rozwojowe, które miną ( a przyjdą nowe, niekoniecznie lepsze), po części zaś zaczęłam zgłębiać temat od strony psychologii dziecka. Okazało się, że to, co intuicyjnie zaczęłam robić pod wpływem chustowania - podążanie za potrzebami mojego dziecka, wyrażanymi płaczem (no bo jak inaczej?), zostało jakiś czas temu sklasyfikowane naukowo i nazwane Attachment Parenting (polskie tłumaczenie-Rodzicielstwo Bliskości). Okazało się więc, że zupełnie bezwiednie zaczęłam realizować jakąś mądrą teorię:)

Nie straszne nam teraz trudniejsze chwile związane z tzw. skokami rozwojowymi, wychodzeniem kolejnych ząbków czy chorobą. W razie potrzeby chusta towarzyszy nam częściej, niż zazwyczaj, i dziecięce smutki koi doskonale.
Koi też moje wątpliwości co do tego, czy aby jestem dobrą matką? Czy poświęcam swojemu dziecku wystarczająco dużo uwagi, czy dostarczam mu odpowiednią ilość zróżnicowanych bodźców warunkujących prawidłowy rozwój?
Te pytania nurtowały mnie przy pierworodnym; jak i w co się bawić, żeby stymulować różne obszary mózgu, żeby kształtować jego wrażliwość, uczyć życia wśród ludzi. Teraz wszystko dzieje się mimochodem, samoistnie. Mała uczestniczy ze mną w codziennych sprawunkach, opowiada mi coś z przejęciem po swojemu, ja "ustalam" z nią kolejne wydarzenia. Podróż na plecach mamy czy taty stwarza poczucie przynależności do świata rodziców, bycie blisko ich twarzy pogłębia więź, wyczula dorosłych na dziecięce potrzeby. Czegóż takiemu maluszkowi więcej potrzeba? Móc w każdej chwili przytulić się do ukochanej osoby, podzielić emocjami i być w stałym kontakcie - to jest to, co ładuje dziecięce akumulatory!

A przywiązanie? Czy można się zagalopować i za bardzo przywiązać do siebie dziecko, nie tylko w tym dosłownym znaczeniu? Pewnie, że można, ale nigdy przez zaspokajanie dziecięcych potrzeb. Jeśli daną potrzebę (np. potrzebę bliskości) "wysyci" się (np. przez noszenie), dziecko nie czuje przymusu dopominania się o jej zaspokojenie. Jesli jestem głodna, proszę o chleb, a gdy się najem, nie proszę o więcej. Nadmierne przywiązanie raczej dotyczy dzieci, których potrzeby nie zostały zaspokojone, i wciąż dają o sobie znać.
Dlatego jest ważne, aby nie dawać dzieciom tyle, ile POWINNY dostać, ale tyle, ile potrzebują. Nie mierzmy dzieci poradnikami, wykresami, tabelkami. Jeśli Twoje roczne dziecko budzi się 6 razy w nocy na karmienie, to nie robi tego na złość Tobie; ono po prostu potrzebuje pomocy w uporaniu się ze swoimi problemami (a pierś jest jak wiadomo, lekiem na całe zło).

Wszyscy kochamy nasze dzieci i chcemy dla nich tego, co najlepsze. Kochać mądrze znaczy wiedzieć, że "najlepsze" nie leży na sklepowych półkach, wbrew temu, co krzyczą kolorowe reklamy.
Najlepsze to nasza bliskość. Bliskość rodzica.


Regulamin |  Dostawa |  Płatności Kontakt |  Ciekawe linki |  O nas |  Pomoc Koszyk  |  Zaloguj
scenariusze, elementarze, kinezjologia edukacyjna, ćwiczenia logopedyczne, rozwój dziecka, karmienie piersią, dla logopedów, książki o ciąży